Refleksja na temat życia część 2
19 marca 2017

Każdy człowiek chciałby być zdrowy, sprawny fizycznie i umysłowo do późnej starości. Niestety w rzeczywistości bardzo rzadko spotyka się naprawdę starych ludzi (powyżej 90 lat), a już starych i sprawnych w krajach „cywilizowanych” praktycznie nie ma wcale.
– My jesteśmy jeszcze młodzi, pracujemy, robimy karierę, rzucamy się w wir „prawdziwego życia”, praca, praca, praca, musimy, musimy, musimy…. dorównać, być lepszym, sprzedać, namówić, podpisać kontrakt… jeszcze więcej zarobić, wziąć kredyt, kupić nowy samochód, wziąć następny kredyt na mieszkanie albo dom, nowe ekstra ciuchy, wyjechać na biegun (wtedy będą nam zazdrościć) albo co najmniej na Karaiby. Odpoczynek? nie teraz, później… teraz nie mamy czasu.

Jeszcze tylko kilka lat, dorobimy się i odpuścimy. Wtedy będziemy mieli czas na rodzinę. Dzieci? – zajmiemy się nimi później, mają przecież opiekę – nianię, babcię, przedszkole, szkołę, później same się sobą zajmą, mają telewizję, komputer – MY TERAZ NIE MAMY CZASU, PRACUJEMY żeby dzieci miały wszystko co trzeba.

Wracamy późno do domu, zmęczeni, otępiali i ogłuszeni pośpiechem jaki wymusiła praca, nie mamy siły na nic. Marzenie, to położyć się na kanapie i włączając telewizor – totalnie się wyłączyć. Przerzucamy bezmyślnie kanały… wiadomości – kryzys, wojny, kataklizmy, nieszczęścia, bieda i bezprawie, teleturnieje, show z debilami w roli głównej, serial kryminalny albo o doktorze, który zdiagnozuje i wyleczy każdą chorobę, jakiś horror, „strzelanka”, „świetna” komedia ze śmiechem w tle (żebyśmy idioci, wiedzieli kiedy się śmiać). Obiad, gorąca kolacja? – przecież zjedliśmy ”lunch”. Co z tego, ze to kanapka w Mc Donaldzie, ale za to jaka pożywna… aha i frytki, przecież to jak ziemniaki a że w bułce było mięso i surówka, to tak jak cały normalny obiad. No dobrze, wrzucimy szybko coś do mikrofali i będzie „ciepłe” jedzenie – mamy w lodówce jakieś gotowe pierogi czy pizzę. Przed snem, piwko czy drink, które pomogą odegnać myśli o tym co dzisiaj się działo w pracy. Alkohol jest świetny na stres, ale jeszcze lepszy „skręcik”… jak błogo się zasypia…

Rano – cholera, muszę się spieszyć, nie mam czasu na śniadanie, zjem później, nie mogę się spóźnić na spotkanie, cholera znowu korek, nie zdążę….. Wieczorem – jesteśmy padnięci, nie mamy siły na nic… Piątek – nareszcie – ale po całym tygodniu ciągłego stresu musimy się bardziej rozluźnić, najlepiej solidną dawką alkoholu, przecież jutro możemy pospać dłużej…. obiad? nie chce nam się gotować… zamówimy coś z dostawą do domu. Czas biegnie…. stresu nie ubywa a wręcz odwrotnie, mamy wrażenie, że teraz wszystko jest bardziej denerwujące niż kiedyś, ludzie są bardziej wredni, nikt nas nie rozumie, każdy ma jakieś pretensje, wszędzie korki i tłok… – „ci idioci pchają się nie wiadomo dokąd i po co”-. Nawet pogoda jest przeciwko nam – albo nieznośny upał albo ponuro i deszczowo i jeszcze ta awaria samochodu, znowu niezaplanowany wydatek.

Cholera, dlaczego tak jest, że im więcej pracujemy tym bardziej brakuje nam pieniędzy? Mamy już rodzinę, mieszkanie (dom), samochód albo i dwa, pracę, pieniądze….. i jesteśmy jacyś inni niż kiedyś. Nic nas nie cieszy, nic nam się tak naprawdę nie chce. Fajnie jest mieć, pokazać się, ale tak naprawdę, to mamy to w dupie…. Gdzieś zagubiło się najważniejsze uczucie, RADOŚĆ ŻYCIA. Zaczyna nas pobolewać głowa, kręgosłup, ramiona…… ciężko w brzuchu, czasami ściśnie w sercu. Przy komputerze drętwieje ręka…. idziemy do apteki, widzieliśmy w telewizji reklamę tabletek, na pewno pomogą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu w Twojej przeglądarce.